Jestem fizjoterapeutą, certyfikowanym trenerem motorycznym ASCA i certyfikowanym trenerem neurologicznym Z-Health. Od 10 lat pracuję w treningu i rehabilitacji z ludźmi, dla których sport jest ważną częścią życia. Przez pierwsze lata pracowałem jak większość, patrzyłem na trening z perspektywy głównie biomechanicznej i w oparciu o nią próbowałem pomóc moim klientom w byciu sprawniejszymi w swojej dyscyplinie.
Stagnacja w treningu? Więcej dźwigania lub zmiana sposobu dźwigania. Klienta coś boli? Rozciągaj i wzmacniaj. Sztywność ciała? Idź na masaż lub do fizjoterapeuty. Niestety taki sposób pracy był dla mnie frustrujący.
Problem: często nie dawało żadnego efektu. Trenujesz więcej, manipulujesz ćwiczeniami i ich intensywnością, więcej odpoczywasz, a nic się nie zmienia. Słaba sprawa, jeśli mam brać za to pieniądze.
Któregoś dnia trafiłem w internecie na ćwiczenia wzroku. Zrobiłem jedno i zauważyłem, że ruszam się lepiej. Nie trochę lepiej. Wyraźnie. Nikt nie dotknął moich mięśni. Nikt mnie nie rozciągał. Zmieniło się coś w układzie nerwowym.
Zacząłem drążyć. Zawsze jak w coś się angażuję, robię to w lekko obsesyjny sposób. Nie inaczej z treningiem i terapią. Potrzebuję wiedzieć dlaczego u jednej osoby coś działa, a to samo u drugiej już nie.
Neurologia funkcjonalna daje mi te odpowiedzi. Dlaczego coś działa, a coś innego nie. Dlaczego klient ma trudności i co można zrobić, żeby je pokonać.
Nie mogę działać powierzchownie. Świadomość że rozwiązuję połowę równania, a czasami całkowicie pomijam najważniejszy hamulec, doprowadziłaby mnie do szału.
Dziś pomagam osobom nastawionym na wynik ruszyć dalej, gdy dyscyplina jest, plan jest, a progres się zatrzymał. Szukamy przyczyny głębiej niż w mięśniach i planie treningowym.
Jeśli byłeś wszędzie, robiłeś wszystko dobrze, a i tak stoisz w miejscu, może odpowiedź leży tam, gdzie jeszcze nikt nie szukał.